Popeye Village to miejsce, które wygląda tak, jakby ktoś wyrwał je z kadru kreskówki i wstawił w sam środek maltańskiego klifu. Przyjechaliśmy tu z czystej ciekawości, a wyszliśmy z uśmiechem większym, niż mają bohaterowie opowieści o silnym marynarzu. Dzieci od pierwszej chwili miały wrażenie, że trafiły do bajki, my — że znów mamy po siedem lat. I chyba w tym tkwi magia tej wioski: nie udaje świata filmowego. Ona po prostu nim jest.
To tu dowiedzieliśmy się, jak powstała jedna z najbardziej niezwykłych scenografii na Malcie, dlaczego Robin Williams latami wspominał pracę nad tym filmem i jak to możliwe, że drewniane, krzywe domki nadal żyją swoim własnym rytmem. Wystarczy jeden krok, żeby wejść do świata Popeye’a… i naprawdę nie chce się z niego wychodzić.
Z tej perspektywy Popeye Village wygląda jak makieta, którą ktoś misternie przykleił do klifu, zapominając, że ma istnieć w prawdziwym świecie. Kolorowe dachy kontrastują z turkusem wody tak mocno, że aż trudno uwierzyć, że to nie filtr. Człowiek zatrzymuje się tu na dłużej, bo naprawdę nie ma pośpiechu, kiedy pod nogami ma się taki kadr.
Jak tam dotarliśmy — czyli kiedy dzieci przejmują stery podróży
Do Popeye Village ruszyliśmy z Valetty, korzystając z naszej tygodniowej karty Explore, która pozwalała nam swobodnie wskakiwać do każdego autobusu bez zastanawiania się nad cenami. Najwygodniej jest jechać autobusem 41 lub 42 w kierunku Mellieħa, a potem przesiąść się do 101, który podjeżdża niemal pod samo wejście do wioski.
My jednak… wysiedliśmy przystanek za wcześnie, o czym zorientowaliśmy się dopiero wtedy, kiedy autobus odjechał, a my zostaliśmy na drodze wśród gęstych opuncji i żółtawych krzewów. Okazało się, że to była najlepsza „pomyłka” dnia.
Szliśmy powoli w stronę wioski, a przed nami otwierał się coraz szerszy widok na klify, zatokę i pierwsze kolorowe dachy Popeye Village. Jeremi i Klara co chwilę przystawali, żeby wypatrzeć coś nowego – raz łódkę, raz domek , innym razem liczne napisy na opuncjach, które zostawiali tu wszyscy, którzy przed nami szli tą drogą do wioski marynarza. Im bliżej celu byliśmy, tym bardziej rodziło się w nas poczucie, że naprawdę wchodzimy w scenografię.
I może właśnie dlatego ten spacer był tak magiczny — wioska nie wyskoczyła nam nagle przed nosem, tylko powoli, krok po kroku, odsłaniała się za zakrętami.
Wchodząc między domki, ma się wrażenie, że scenografia ożywa z każdym skrzypnięciem deski. Krzywe, kolorowe fasady opowiadają historię filmu lepiej niż jakakolwiek tablica informacyjna — wystarczy zajrzeć do środka, żeby zobaczyć warsztaty, kuchnie i małe detale, które tworzą klimat wioski. Dzieci biegały od domu do domu, wyszukując „ukrytych skarbów”, a my w tym czasie odkrywaliśmy, jak dużo pracy włożono w każdy detal.
Wioska z góry i od środka — jak to naprawdę wygląda
To jedno z tych miejsc, które ogląda się dwa razy — raz z góry, raz naprawdę – od środka.
Z punktu widokowego przy klifie wioska wygląda jak makieta. Kolorowe, krzywe domki wciśnięte są w zatokę o lazurowej wodzie, a całość jest tak nierealna, że trudno uwierzyć, że to nie park rozrywki, tylko autentyczny plan filmowy z lat 80.
W środku wszystko jest mniejsze, jeszcze bardziej bajkowe i mocniej „pokręcone”, niż się wydaje. Drewniane domy trzeszczą jak w starych bajkach, okna są malutkie, a schodki tak wąskie, że dzieciaki mają wrażenie, że wspinają się do domku na drzewie.
Nam najbardziej podobało się to, że można wejść do środka prawie każdego budynku — jest tu dom Popeye’a, piekarnia, poczta, stare warsztaty, dom Olive Oyl… każdy z detalami, które wyglądają jak z kreskówki.
Kim właściwie był Popeye? I czy muzeum ma sens?
Popeye to postać z komiksów z lat 20., później z filmów animowanych — marynarz, który po zjedzeniu szpinaku dostaje nadludzkiej siły. Dla starszych to powrót do dzieciństwa. Dla młodszych… no cóż, Jeremi zapytał: „Ale dlaczego on je szpinak, a nie frytki?”
W wiosce jest małe muzeum filmowe. Starszym da trochę nostalgii, dzieciom — raczej śmiechu, bo manekiny są… specyficzne. Ale warto zajrzeć, jeśli lubi się historie filmowe. Są tu rekwizyty, fotografie z planu, fragmenty scenografii i krótkie ciekawostki o pracy nad musicalem.
Przy okazji — to właśnie w muzeum zaczyna się ta część wioski, która przypomina, że Popeye Village to nadal pełnoprawna atrakcja turystyczna. Bilety nie należą do najtańszych (około 20–22 € za dorosłego i 14–16 € za dziecko, w zależności od sezonu), ale w cenie jest już większość atrakcji: wejście do domków, pokaz, animacje, kino, a latem także wodne zabawy i rejsy łódkami, jeśli pozwala pogoda. Muzeum i cała wioska są czymś więcej niż scenografią — są dużym, zaskakująco dopracowanym doświadczeniem filmowym.
Spotkanie z Popeyem, Olive czy Bluto to moment niezwykły. Aktorzy nie tylko pozują do zdjęć — wchodzą w krótkie scenki, żartują, przekomarzają się i tworzą mini-teatr, w który dzieci wciągane są, zanim zdążą się zorientować. Jeremi i Klara byli przekonani, że to prawdziwi bohaterowie z bajki, bo energia i sposób bycia aktorów robią ogromne wrażenie. To jedna z tych atrakcji, które zostają w pamięci na długo.
Spektakl i atrakcje — czyli jak wioska naprawdę ożywa
Największą frajdę daje to, że tu się ciągle coś dzieje. Aktorzy w kostiumach Popeye’a, Olive i Bluto przechadzają się po wiosce i zaczepiają turystów, dzieci dostają misje i zadania, a kilka razy dziennie odbywa się mini musical — krótka, humorystyczna wersja historii Popeye’a. Spektakl jest zabawny, lekko przerysowany i idealnie w klimacie tej kreskówkowej scenografii. Dzieci miały oczy jak pięciozłotówki, a dorośli śmiali się równie głośno.
Poza tym:
kręcenie własnego filmu — aktorzy nagrywają z Wami krótką scenę; dzieci były zachwycone,
plac zabaw w klimacie bajki,
łódki odpływające wzdłuż klifu — świetna perspektywa na całą zatokę,
domki tematyczne z zabawnymi ekspozycjami,
kąciki animacyjne.
To jest takie miejsce, gdzie dorośli robią zdjęcia, a dzieci — poznają bohaterów z bajki, a wszyscy razem fantastycznie się bawią.
Popeye Village to nie tylko spacer po filmowej scenografii — to duża, żywa przestrzeń pełna aktywności. Latem działają tu trampoliny wodne, baseny i rejsy łódkami, zimą więcej uwagi przejmuje teatr, animacje i domki tematyczne. W każdej części wioski coś się dzieje: mini-film, zadania dla dzieci, zabawne instalacje czy małe niespodzianki ukryte w domkach. To miejsce, które łączy zabawę, filmową historię i rodzinny klimat w taki sposób, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Podsumowanie praktyczne — ceny, bilety i praktyczne wskazówki
Cena biletów: ok. 20–22 EURO dorośli, 14–16 EURO dzieci (zależnie od sezonu).
W cenie: wejście, pokaz, dostęp do domków, animacje, kino, atrakcje, latem wodne zabawy + voucher na popcorn lub kartę pocztową.
Łódki działają przy dobrej pogodzie (warto sprawdzić info na wejściu).
Parking: duży i darmowy.
Najlepsza pora dnia: rano lub przed zachodem — światło robi robotę, a wioska zyskuje magii.
Tip od nas: Jeśli jedziecie z dziećmi — zarezerwujcie min. 2–3 godziny. Jeśli bez dzieci — ok. 1,5 godziny wystarczy na spokojne obejście i spektakl.
Co dalej na Malcie?
Jeśli chcesz połączyć Popeye Village z innymi atrakcjami, warto zajrzeć do innych naszych wpisów:
Malta w styczniu – urodzinowa niespodzianka pełna słońca, spokoju i wiatru od morza(TUTAJ)
Valletta — stolica, która pachnie morzem i historią (TUTAJ)