Po kilku dniach spędzonych na Węgrzech ruszyliśmy dalej na południe. Tym razem celem była Chorwacja i upragnione lato, którego od początku urlopu bezskutecznie szukaliśmy. Początkowo planowaliśmy wrócić na dobrze znaną nam wyspę Krk, ale los miał wobec nas zupełnie inne plany. Dzięki temu trafiliśmy do niewielkiego Povile – spokojnej miejscowości nad Adriatykiem, która okazała się jednym z największych odkryć całej podróży.
Obieramy nowy kierunek – znad Balatonu do Chorwacji
Po raz ostatni spojrzeliśmy na szmaragdowe wody Balatonu i ruszyliśmy na południe. Chorwacja była już naprawdę blisko.
Podczas naszej pierwszej podróży z dziećmi do Chorwacji, zatrzymaliśmy się na dość luksusowym kempingu Adriatic na wyspie Krk i wspominaliśmy to miejsce naprawdę dobrze. Chcieliśmy choć na chwilę wrócić do tamtych wspomnień.
Plan zmienił się jednak błyskawicznie. Gdy zobaczyliśmy kolejkę samochodów oczekujących na wjazd na most prowadzący na Krk, szybko zrozumieliśmy, że nie mamy ochoty spędzać kolejnych godzin w korku. Zwłaszcza, że był środek sierpnia, temperatura rosła z każdą minutą, a my podróżowaliśmy z przyczepą.
Postanowiliśmy pojechać dalej i zatrzymać się na pierwszym kempingu, na którym znajdzie się dla nas miejsce.
Brzmi prosto? Nie w środku chorwackiego sezonu.
Przez kolejne kilometry zaglądaliśmy na następne kempingi, ale wolnych parceli było jak na lekarstwo. W końcu trafiliśmy do niewielkiego Povile, położonego niedaleko Novi Vinodolski. I właśnie tam wydarzył się mały cud.
Na Autokamp Punta znalazło się dla nas miejsce. Co więcej – dostaliśmy parcelę położoną na skarpie, z widokiem na Adriatyk. Do morza mieliśmy dosłownie kilka kroków. Śniadania jedliśmy z widokiem na błękitną taflę wody, a wieczorami wystarczyło zejść kawałek niżej, by usiąść nad brzegiem i obserwować zachodzące słońce.
Sam kemping okazał się prosty i kameralny. Część parceli ukryta była w cieniu drzew, część znajdowała się bliżej morza. Były miejsca dla przyczep, kamperów i namiotów oraz podstawowe zaplecze sanitarne. Nie był to może najbardziej nowoczesny kemping, jaki odwiedziliśmy, a sanitariaty były dość proste i daleko im było do standardu większych chorwackich kempingów, ale szczerze? W tamtym momencie nie miało to większego znaczenia.
Po kilku dniach deszczu, błota i niepewnej pogody znaleźliśmy wreszcie to, czego szukaliśmy od początku urlopu – słońce i morze.
Szybko wskoczyliśmy w stroje kąpielowe i pobiegliśmy nad wodę. Adriatyk w Povile okazał się krystalicznie czysty, idealny do snorkelingu, pływania na pontonie czy późniejszych prób na SUP-ie. Jedynie temperatura trochę nas zaskoczyła. Woda była zdecydowanie chłodniejsza niż w innych częściach Chorwacji, ale nadal zdecydowanie cieplejsza niż w Bałtyku.
Największym wyzwaniem okazało się za to słońce. Nasza parcela przez większość dnia skąpana była w jego promieniach, a przyczepa nagrzewała się do temperatur, które trudno opisać słowami. Bardzo szybko przekonaliśmy się też, że chorwackie słońce nie wybacza błędów. Mimo kremów i rozsądku wszyscy wieczorem byliśmy czerwoni jak papryka w Tihany. Ratowaliśmy się jogurtami, smarując nimi ramiona i plecy po kolejnych dawkach wakacyjnej nieuwagi. Nie było to może najbardziej eleganckie spa nad Adriatykiem, ale na nas działało. Po tej lekcji jeszcze mocniej pilnowaliśmy kremów z wysokim filtrem, koszulek UV i przerw w cieniu.
I właśnie tak zaczęła się nasza chorwacka część wyprawy – bez rezerwacji, bez konkretnego planu, ale za to z widokiem na Adriatyk, którego nie da się zapomnieć.
Povile — snorkeling, SUP i spokojny rytm Adriatyku
Szybko wypracowaliśmy własny rytm dnia. Poranki zaczynaliśmy od śniadania z widokiem na Adriatyk. Później obowiązkowo kąpiel, snorkeling i obserwowanie rybek, które w przejrzystej wodzie były widoczne niemal jak w akwarium. Dzieci godzinami pływały przy brzegu, wypatrując kolejnych podwodnych mieszkańców zatoki.
Wkrótce okazało się jednak, że zwykłe pływanie to za mało. Zaledwie dzień po przyjeździe wróciliśmy z pobliskiego Decathlonu z nowym nabytkiem – deską SUP. Skoro mieliśmy pod nosem taką wodę, trudno było się oprzeć. Spokojne poranki na Adriatyku okazały się idealne do pierwszych prób. Początkowo było trochę śmiechu, kilka nieplanowanych kąpieli i sporo walki z utrzymaniem równowagi, ale bardzo szybko wszyscy złapali bakcyla. W kolejnych dniach SUP praktycznie nie schodził z wody.
Dzieci równie szybko znalazły sobie inne zajęcie. Na kempingu poznały dziewczynkę z Niemiec. Początkowo obserwowaliśmy ich rozmowy z lekkim rozbawieniem. Każde mówiło w swoim języku, a kiedy brakowało słów, z pomocą przychodził telefon i automatyczne tłumaczenia. Wystarczyło jednak kilka godzin, żeby technologia przestała być potrzebna.
Po dwóch dniach dogadywali się już doskonale. Wieczorami cała ekipa uzbrojona w latarki ruszała na skały. Misja była zawsze ta sama – znaleźć jak najwięcej jeżowców, krabów i innych morskich stworzeń wychodzących ze swoich kryjówek po zmroku.
Senj – kolorowe miasteczko pod strażą twierdzy Nehaj
Po kolejnym dniu leniwego wypoczynku w Povile postanowiliśmy ruszyć nieco dalej na południe. Naszym celem był Senj – jedno z najstarszych miast nad chorwackim Adriatykiem.
Już po przyjeździe poczuliśmy, że to miejsce ma zupełnie inny charakter niż turystyczne kurorty, które odwiedzaliśmy wcześniej. Senj sprawia wrażenie miasta, które od wieków żyje własnym rytmem. Port, rybackie łodzie, kamienne uliczki i zabytkowe kamienice tworzą klimat, którego nie da się pomylić.
Spacer rozpoczęliśmy od nabrzeża. To właśnie tutaj znajduje się charakterystyczna łódka z napisem „Senj”, przy której niemal każdy turysta zatrzymuje się choć na chwilę. Kilka kroków dalej uwagę przyciąga pomnik marynarzy przypominający o wielowiekowych związkach miasta z morzem. Nie brakuje również historycznych elementów, takich jak stare działa i armaty.
Największy urok Senji kryje się jednak w jego uliczkach.
Spacerując pomiędzy kamienicami, co chwilę odkrywaliśmy nowe detale. Jedne budynki zachowały swój surowy, historyczny charakter, inne zostały odrestaurowane i pomalowane na intensywne odcienie żółci, błękitu czy pomarańczu. W pełnym chorwackim słońcu wyglądały wręcz bajkowo. Światło odbijające się od kolorowych fasad sprawiało, że nawet najstarsze budynki zdawały się odzyskiwać drugą młodość.
Jednym z najmilszych spotkań tego dnia była wizyta w niewielkiej pracowni lokalnego artysty. Przywitał nas szerokim uśmiechem i od razu rozpoczął rozmowę o swoim mieście, sztuce i codziennym życiu nad Adriatykiem. Wśród ręcznie wykonanych prac znaleźliśmy glinianego aniołka, który do dziś przypomina nam o tym spotkaniu.
Artysta polecił nam wejście na twierdzę Nehaj – najbardziej rozpoznawalny symbol Senji. Została wybudowana w 1558 roku przez słynnych uskockich obrońców miasta, którzy przez lata chronili wybrzeże przed najazdami tureckimi i weneckimi. Potężna kamienna budowla stoi na wzgórzu, dzięki czemu jest widoczna niemal z każdego miejsca w mieście.
Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić spaceru na szczyt.
Droga prowadząca pod twierdzę wymaga trochę wysiłku, szczególnie w środku chorwackiego lata, ale nagroda na górze była warta wspinaczki. Panorama, która rozciąga się spod murów Nehaj, jest jedną z najpiękniejszych, jakie widzieliśmy podczas całego pobytu w tej części Chorwacji. Widać stąd czerwone dachy Senji, błękit Adriatyku, pobliskie wyspy oraz surowe zbocza gór Velebit.
Tym razem nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie wnętrz twierdzy. Sam widok z góry był dla nas wystarczający.
Crikvenica – wieczór pełen smaków i zachodów słońca
Kolejnego wieczoru pojechaliśmy do pobliskiej Crikvenicy, która w przeciwieństwie do kameralnego Povile czy historycznego Senji, tętni życiem niemal o każdej porze dnia. Nadmorski deptak wypełniają spacerowicze, z restauracji dochodzi muzyka, a liczne kawiarnie i lodziarnie kuszą, by przysiąść choć na chwilę.
My również daliśmy się skusić.
Wieczór spędziliśmy spacerując wzdłuż morza i obserwując, jak słońce powoli chowa się za horyzontem. Adriatyk przybierał coraz cieplejsze odcienie złota i pomarańczu, a miasto powoli rozświetlały pierwsze lampy.
Nie mogło oczywiście zabraknąć lokalnych smaków. Tym razem nasz wybór padł na smażone kalmary – jedno z najpopularniejszych dań chorwackiego wybrzeża. Chrupiące z zewnątrz, delikatne w środku i podane z dodatkiem frytek smakowały dokładnie tak, jak powinny smakować wakacje nad Adriatykiem.
Crikvenica nie skradła naszych serc tak bardzo jak spokojne Povile czy klimatyczny Senj, ale była doskonałym miejscem na wieczorny spacer, kolację i chwilę zanurzenia się w typowo wakacyjnej atmosferze chorwackiego kurortu.
Czy warto rezerwować kemping w Chorwacji w sierpniu?
Jeśli jedziecie do Chorwacji z przyczepą w sierpniu, naszym zdaniem zdecydowanie warto mieć rezerwację. Wysoki sezon nad Adriatykiem potrafi zaskoczyć zwłaszcza wtedy, gdy wydaje się, że „coś się znajdzie”. My szukaliśmy miejsca spontanicznie i szybko okazało się, że wolnych parceli jest naprawdę niewiele.
Ostatecznie mieliśmy dużo szczęścia, bo na Autokamp Punta w Povile znalazło się dla nas miejsce z widokiem na morze. Drugi raz jednak nie zostawialibyśmy tego przypadkowi, szczególnie podróżując z dziećmi i przyczepą kempingową. Rezerwacja daje spokój, pozwala lepiej zaplanować trasę i zmniejsza ryzyko nerwowego szukania noclegu w upale.
Jak wygląda dojazd z przyczepą do Povile?
Dojazd do Povile z przyczepą jest możliwy i nie sprawił nam większego problemu, ale trzeba pamiętać, że chorwackie nadmorskie miejscowości często mają węższe drogi, zakręty i bardziej strome zjazdy niż typowe trasy tranzytowe. Najlepiej jechać spokojnie, nie spieszyć się i wcześniej sprawdzić dojazd do konkretnego kempingu.
Povile leży niedaleko Novi Vinodolski, więc jest dobrą alternatywą dla bardziej zatłoczonych kurortów i popularnych wysp, takich jak Krk. Dla nas największym plusem było to, że mogliśmy zatrzymać się blisko morza, bez konieczności dalszego krążenia po zatłoczonych miejscowościach w poszukiwaniu wolnej parceli.
Czy Autokamp Punta ma zacienione parcele?
Na Autokamp Punta są parcele położone wśród drzew, ale są też miejsca bardziej odsłonięte, mocno wystawione na słońce. My trafiliśmy na parcelę z pięknym widokiem na Adriatyk, ale przez większość dnia była ona skąpana w słońcu. Widok był wspaniały, za to przyczepa nagrzewała się błyskawicznie.
Jeśli cień jest dla Was ważny, warto zapytać o zacienione miejsce już przy rezerwacji albo przy meldunku. W Chorwacji w sierpniu cień naprawdę potrafi być ważniejszy niż najpiękniejszy widok. Przydaje się markiza, mata przeciwsłoneczna, dodatkowy daszek albo wszystko, co pomoże stworzyć choć kawałek cienia przy przyczepie.
Czy parcele są równe i czy potrzebne są najazdy?
Na chorwackich kempingach położonych blisko morza parcele bywają różne — jedne są całkiem równe, inne wymagają trochę kombinowania przy ustawianiu przyczepy. Nam najazdy poziomujące i kliny bardzo się przydały. Zdecydowanie warto mieć ze sobą podstawowe akcesoria do stabilizacji.
Jak wygląda zejście do morza w Povile?
Największą zaletą naszego miejsca było to, że do morza mieliśmy dosłownie kilka kroków. Z parceli schodziliśmy w stronę wody i po chwili byliśmy już nad Adriatykiem. Trzeba jednak pamiętać, że chorwackie wybrzeże w tej części jest raczej kamieniste i skaliste, a nie piaszczyste.
Dla nas był to ogromny plus, bo woda była bardzo przejrzysta, idealna do snorkelingu, obserwowania rybek i pływania na SUP-ie. Dla małych dzieci może to jednak oznaczać konieczność większej ostrożności przy wchodzeniu do wody.
Czy w Povile są sklepy i restauracje?
Povile to spokojna miejscowość, więc nie należy spodziewać się takiego wyboru restauracji, kawiarni i atrakcji jak w dużych chorwackich kurortach. Podstawowe miejsca znajdziecie na miejscu lub w najbliższej okolicy, ale większe zakupy czy bardziej rozbudowaną ofertę gastronomiczną łatwiej zaplanować w pobliskim Novi Vinodolski albo Crikvenicy.
Dla nas właśnie ta kameralność była zaletą. Povile nie przytłaczało tłumami, a jednocześnie dawało dobrą bazę do krótkich wycieczek po okolicy.
Ile jedzie się z Povile do Senj i Crikvenicy?
Povile jest dobrą bazą wypadową do krótkich wycieczek samochodem. Do Senj jedzie się orientacyjnie około 25–30 minut, zależnie od ruchu na trasie. To dobry pomysł na wycieczkę na pół dnia, spacer po starym mieście i wejście pod twierdzę Nehaj.
Do Crikvenicy z Povile jedzie się zwykle około 20–25 minut. My wybraliśmy się tam wieczorem, kiedy upał nie był już tak męczący.
Czy na SUP i snorkeling potrzebne są buty do wody?
Do samego pływania na SUP-ie buty do wody nie są obowiązkowe, ale przy wchodzeniu i wychodzeniu z morza bardzo się przydają. Kamienie, skały i jeżowce potrafią skutecznie zepsuć zabawę, dlatego my traktujemy buty do wody jako jedną z najważniejszych rzeczy do zabrania do Chorwacji z dziećmi.
Do snorkelingu warto mieć maski, rurki i właśnie buty do wody. W Povile woda była tak przejrzysta, że dzieci godzinami obserwowały rybki i morskie stworzenia przy brzegu. Wieczorami przydawały się też latarki, bo po zmroku na skałach można było wypatrzyć kraby, jeżowce i inne małe stworzenia.
Co zabrać do Chorwacji z dziećmi?
Po tej części wyprawy nasza lista rzeczy, które naprawdę warto mieć w Chorwacji z dziećmi, jest bardzo konkretna. Najważniejsze są buty do wody, bo kamieniste i skaliste plaże są tu codziennością. Do tego maski do snorkelingu, krem z wysokim filtrem SPF, koszulki UV, czapki lub kapelusze, okulary przeciwsłoneczne i coś, co pozwoli zrobić cień przy przyczepie.
Bardzo przydały się też latarki na wieczorne wyprawy po skałach, ręczniki szybkoschnące, zapas wody, podstawowa apteczka i coś na poparzenia słoneczne. Chorwackie słońce w sierpniu jest bezlitosne, dlatego po naszej lekcji jeszcze bardziej pilnowalibyśmy kremów, cienia i przerw od plaży w najgorętszych godzinach dnia.
Czy warto jechać do Chorwacji z przyczepą kempingową?
Zdecydowanie tak, ale najlepiej połączyć swobodę z odrobiną planowania. Przyczepa daje możliwość zmiany planów, zatrzymania się w nieoczywistym miejscu i odkrycia takich miejsc jak Povile. Z drugiej strony Chorwacja w sierpniu jest bardzo popularna, więc brak rezerwacji może oznaczać sporo nerwów.
Dla nas spontaniczna zmiana planu okazała się jednym z najlepszych momentów całej wyprawy. Zamiast stać w korku na Krk, trafiliśmy do spokojniejszego Povile, gdzie czekał na nas widok na Adriatyk, czysta woda, SUP, snorkeling i kilka dni prawdziwego lata. Następnym razem pewnie zarezerwowalibyśmy kemping wcześniej, ale nie zmienilibyśmy jednego — nadal zostawilibyśmy sobie przestrzeń na małe podróżnicze niespodzianki
Ile dni warto spędzić w Povile?
Nawet 3–4 dni pozwolą dobrze odpocząć i odwiedzić najciekawsze miejsca w okolicy. Jeśli lubicie spokojne wakacje, snorkeling, SUP-y i kameralne kempingi, bez problemu można zostać tutaj znacznie dłużej.
Co warto zobaczyć w Senj?
Największą atrakcją miasta jest twierdza Nehaj górująca nad okolicą. Warto również przespacerować się po starym mieście, zobaczyć nabrzeże, pomnik marynarzy, kolorowe kamienice i zajrzeć do lokalnych pracowni artystycznych.
Czy warto odwiedzić Crikvenicę?
Tak, szczególnie wieczorem. Crikvenica oferuje długi nadmorski deptak, liczne restauracje, lodziarnie i typowo wakacyjną atmosferę. To dobre miejsce na spacer, kolację i podziwianie zachodu słońca nad Adriatykiem.
Povile czy wyspa Krk – co wybrać?
Jeśli zależy Wam na większej liczbie atrakcji, restauracji i kurortowym klimacie, lepszym wyborem może być wyspa Krk. Jeśli jednak szukacie spokojniejszego miejsca nad Adriatykiem, pięknych widoków i kameralnej atmosfery, Povile będzie świetną alternatywą. My trafiliśmy tam przypadkiem i dziś wiemy, że był to jeden z najlepszych przypadków całej naszej podróży.
Powrót przez Budapeszt – tym razem w słońcu
Nim się obejrzeliśmy, minęło kilka dni. Jeszcze niedawno uciekaliśmy przed deszczem, a teraz byliśmy już porządnie nagrzani chorwackim słońcem i trochę smutni, że wakacje tak szybko dobiegają końca.
Po kilku dniach spędzonych w Povile przyszedł czas na powrót. Spakowaliśmy nasz mały dom na kółkach, po raz ostatni spojrzeliśmy na błękit Adriatyku i ruszyliśmy w drogę.
Tym razem obraliśmy kurs na Budapeszt. Kilka dni wcześniej stolica Węgier przywitała nas deszczem, błotem i jednym z najmniej udanych wieczorów całej podróży. Wyjeżdżaliśmy stamtąd niemal natychmiast, nie dając miastu żadnej szansy.
Teraz miało być inaczej. Wracaliśmy z opalenizną, głowami pełnymi wspomnień i nadzieją, że tym razem uda nam się poznać Budapeszt z jego lepszej strony. Słońce świeciło już od samego rana, prognozy były obiecujące, a przed nami czekał ostatni przystanek tej nieplanowanej podróży przez Polskę, Węgry i Chorwację.
I właśnie tam zakończyła się nasza pogoń za latem.
Przeczytaj także:
- Jak uciec przed deszczowym latem? Trasa Polska – Węgry – Chorwacja z przyczepą kempingową
- Balaton z przyczepą kempingową – co zobaczyć nad największym jeziorem Węgier?
Tihany nad Balatonem — co zobaczyć na lawendowym półwyspie Węgier?
Keszthely nad Balatonem — Pałac Festeticsów, makiety kolejowe i atrakcje dla dzieci