Oregon Coast cz. 2 – Cape Meares i Highway 101 poza utartym szlakiem

Po pierwszych dniach spędzonych na Oregon Coast wydawało nam się, że wybrzeże Pacyfiku pokazało już wszystko, co miało najpiękniejszego. Zachwycił nas monumentalny Haystack Rock w Cannon Beach, surferzy na Indian Beach i spektakularne klify Ecola State Park. Nasze wrażenia opisaliśmy we wpisie: Oregon Coast cz. 1 – Cannon Beach, Indian Beach i Highway 101

Druga część naszej podróży wzdłuż Oregon Coast miała jednak zupełnie inny klimat. Zamiast najbardziej znanych miejsc coraz częściej skręcaliśmy do niewielkich viewpointów, spokojniejszych zatok i miasteczek ukrytych pomiędzy oceanem a lasami. Było bardzo roadtripowo — z przypadkowymi postojami, lokalnym jedzonkiem i widokami, które pojawiały się niespodziewanie za kolejnym zakrętem Highway 101. Zobaczcie sami, jak wyglądała nasza druga część trasy wzdłuż wybrzeża Pacyfiku.  

Tillamook – sery, lody i amerykański vibe

Po klifach, surowych plażach i chłodnym wietrze znad oceanu Highway 101 zaprowadziła nas w zupełnie inne miejsce – do Tillamook, które w całej Ameryce słynie z serów i innych wyrobów mlecznych.

W miasteczku już z daleka było widać ogromny kompleks Tillamook Creamery, który bardziej przypominał nowoczesny kampus niż klasyczną fabrykę. Przed budynkiem rozciągała się idealnie przystrzyżona trawa, na której całe rodziny urządzały pikniki, odpoczywały na leżakach i jadły ogromne porcje lodów. Panowała tam totalnie wakacyjna atmosfera — trochę jak podczas letniego festynu.

Kolejka po lody była naprawdę imponująca, ale na szczęście w środku można było spokojnie obejrzeć ekspozycję i poznać historię tego miejsca. Tillamook Creamery powstało ponad sto lat temu, w 1909 roku, kiedy lokalni farmerzy postanowili połączyć siły i stworzyć spółdzielnię produkującą sery. Z małej lokalnej mleczarni z czasem powstała jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek mleczarskich w całych Stanach Zjednoczonych.

W środku można obserwować część procesu produkcji, zobaczyć ogromne hale i dowiedzieć się trochę więcej o historii regionu, który od lat słynie z hodowli krów i zielonych pastwisk ciągnących się aż po ocean. Ale nie oszukujmy się — większość ludzi i tak przyjeżdża tu głównie dla lodów. I szczerze? Trudno się dziwić. Porcje są tu gigantyczne, a smaki typowo amerykańskie.

Cape Meares – najbardziej klimatyczna latarnia na Oregon Coast?

Po krótkiej przerwie w Tillamook ruszyliśmy dalej na południe. Nie minęło jednak dużo czasu, zanim naszą uwagę przyciągnął kolejny punkt widokowy. I jak to już na Oregon Coast bywało — plan „jedziemy dalej” bardzo szybko przestał istnieć. Po prostu musieliśmy się zatrzymać.

Tak trafiliśmy do Cape Meares. Z oceanu wynurzały się ogromne skalne formacje, które mimo kolejnych godzin spędzonych na trasie niezmiennie robiły na nas wrażenie. Tu ostańce wyglądały wręcz nierealnie — ciemne, monumentalne otoczone przez fale rozbijające się o klify. Zatrzymały nas na dobrych kilkanaście minut.

W końcu ruszyliśmy dalej krótką ścieżką prowadzącą do Cape Meares Lighthouse. Spacer sam w sobie był już częścią atrakcji — alejka prowadziła wśród wysokich drzew, gęstych krzewów i dzikich róż rosnących przy ścieżce. W powietrzu było czuć wilgoć znad oceanu, a pomiędzy drzewami co chwilę przebijały się widoki na klify i wodę.

Latarnia morska Cape Meares powstała pod koniec XIX wieku, w 1890 roku, i przez lata pomagała statkom bezpiecznie omijać skały u wybrzeża Oregonu. Choć jest jedną z najmniejszych latarni na całym wybrzeżu, jej położenie sprawia, że wygląda naprawdę wyjątkowo. Stoi niemal na skraju klifu, zawieszona pomiędzy lasem a oceanem, a widoki z tego miejsca spokojnie mógłyby konkurować z najbardziej znanymi punktami obserwacyjnymi na całej trasie Highway 101.

Nieplanowane spotkanie na parkingu

Gdy wróciliśmy na parking, czekała tam jeszcze jedna „atrakcja”. Pomiędzy samochodami kręciła się mała wiewiórka, która najwyraźniej doskonale wiedziała, że turyści często mają przy sobie coś smacznego. Zupełnie się nas nie bała — bardzo szybko podeszła bliżej i z ogromnym zainteresowaniem obserwowała wszystko, co robimy.

Magda i Piotrek wyglądali na kompletnie niewzruszonych, ale dla nas widok tak oswojonego dzikiego zwierzęcia był sporym zaskoczeniem. W Polsce raczej trudno wyobrazić sobie wiewiórkę, która podchodzi niemal na wyciągnięcie ręki. Ta mała spryciara była jednak wyraźnie przyzwyczajona do ludzi i przez chwilę wyglądało to tak, jakby sama chciała dołączyć do naszego roadtripu.

Highway 101 w Oregonie – jedna z najpiękniejszych tras roadtripowych w USA

Rozbawieni niespodziewaną sytuacją udaliśmy się dalej wzdłuż Highway 101. Krajobraz zmieniał się niemal bez przerwy. Raz jechaliśmy wśród gęstych, pachnących wilgocią lasów, by chwilę później znaleźć się na szczycie klifu z widokiem na dzikie zatoki i fale rozbijające się o skały. Mijaliśmy niewielkie plaże pełne surferów próbujących łapać fale mimo lodowatej wody i silnego wiatru. Na skałach wylegiwały się foki, które zupełnie nie przejmowały się szalejącym oceanem.

Wiatr momentami był naprawdę niemiłosierny. Wysiadanie z samochodu często kończyło się walką z kurtkami i rozwianymi włosami. Chwilami wszystko wyglądało bardziej jak surowe wybrzeże Islandii niż klasyczne amerykańskie plaże, które zwykle kojarzą się z Kalifornią i palmami.

Pacific City – gdzie zjeść i napić się piwa z widokiem na ocean

Późnym popołudniem dotarliśmy do Pacific City — głodni, zmęczeni i jednocześnie totalnie zachwyceni tym, co widzieliśmy przez cały dzień. Usiedliśmy w knajpce z widokiem na plażę. Restauracja nazywała się Pelican Brewing. Drewniane wnętrze, ludzie wracający prosto z plaży, surferzy w za dużych bluzach i ten nieustanny szum oceanu w tle tworzyły mocno wakacyjną atmosferę.

Co najważniejsze w knajpie serwowali naprawdę dobre lokalne piwo i absolutnie wyborne jedzenie. I choć menu było bardzo amerykańskie — burgery, frytki, ryby, sosy majonezowe i wszystko raczej w solidnych, niż subtelnych porcjach — po całym dniu spędzonym na trasie smakowało nam wyśmienicie. Chyba pierwszy raz od początku podróży trafiliśmy do miejsca, które naprawdę przypadło nam do gustu nie tylko klimatem, ale też jedzeniem. Najlepszy był jednak widok. Przez duże okna mogliśmy obserwować plażę, ocean i słońce powoli gasnące nad Pacific City.

Najpiękniejszy zachód słońca na Oregon Coast?

Tego dnia na zachód słońca pojechaliśmy do niewielkiego punktu obserwacyjnego w okolicach Lincoln City, oddalonego około 40 minut jazdy od Pacific City. Zatrzymaliśmy się na małym parkingu przy klifie — oprócz nas stało tam kilka lokalnych samochodów. Początkowo niebo było tylko lekko złote, ale z każdą minutą kolory stawały się coraz bardziej intensywne. Po chwili całe niebo nad oceanem zrobiło się czerwone i pomarańczowe, a światło odbijało się od fal i mokrych skał. Nawet wiatr, który towarzyszył nam przez cały dzień, jakby na chwilę odpuścił. Pacyfik wyglądał zupełnie inaczej niż w ciągu dnia — był spokojniejszy i niemal nierzeczywisty. Staliśmy w ciszy, patrząc jak słońce powoli znika za linią oceanu.

Depoe Bay – klify i wieloryby

Rano ruszyliśmy dalej na południe, w stronę Depoe Bay. Miasteczko dosłownie zawieszone jest na klifach nad oceanem. Droga biegnie tuż przy krawędzi wybrzeża, a poniżej bez przerwy rozbijają się potężne fale Pacyfiku. Zaskoczyło nas, jak wiele budynków powstało praktycznie na samych klifach. Widok mieszkań z oknami wychodzącymi prosto na ocean robił ogromne wrażenie.

Ocean w Depoe Bay wydawał się wyjątkowo potężny. Najbardziej przyciągały jednak skały. Ciemne, poszarpane, wyglądające niemal jak zastygła lawa — typowe dla wulkanicznej przeszłości tego regionu. Warto wiedzieć, że Oregon został ukształtowany m.in. przez dawną aktywność wulkaniczną i procesy tektoniczne. Właśnie dlatego wybrzeże miejscami wygląda tak surowo i dramatycznie. Oczywiście długo nie wytrzymaliśmy i chwilę później wspinaliśmy się już po skałach, próbując podejść jak najbliżej fal. 

Ścigaliśmy się też, w zabawie: „Kto zobaczy wieloryba?”. Depoe Bay znane jest bowiem jako „whale watching capital” Oregonu, czyli stolica obserwacji wielorybów. To właśnie stąd organizowanych jest najwięcej rejsów wypływających na ocean, a szare wieloryby można podobno dostrzec czasem nawet bezpośrednio z klifów i punktów widokowych. Nam niestety nie udało się ich zobaczyć, choć niestrudzenie wypatrywaliśmy na horyzoncie charakterystycznych fontann wody.

To jeszcze nie koniec Oregon Coast...

Po kilku godzinach spędzonych w Depoe Bay ruszyliśmy dalej na południe. Highway 101 po raz kolejny prowadziła nas pomiędzy klifami, lasami i kolejnymi zatokami, które co chwilę zmuszały do zatrzymania samochodu. A to nadal nie był koniec Oregon Coast. W kolejnym wpisie pokażemy Wam jeszcze bardziej dzikie miejsca południowego Oregonu — spektakularne klify, ukryte zatoki, naturalne mosty skalne i wybrzeże, które momentami wyglądało jak koniec świata.

FAQ – Oregon Coast (część północna i środkowa)

Ile czasu warto przeznaczyć na Oregon Coast?

Nawet krótki fragment Highway 101 potrafi zająć cały dzień, bo punktów widokowych i miejsc na spontaniczne postoje jest naprawdę dużo. Naszym zdaniem najlepiej przeznaczyć na Oregon Coast minimum 3–5 dni.

Czy warto zatrzymywać się poza głównymi atrakcjami?

Zdecydowanie tak. Jedne z najlepszych widoków znaleźliśmy właśnie przy małych viewpointach i zatoczkach parkingowych „po drodze”, których wcześniej nawet nie mieliśmy zapisanych na mapie.

Kiedy najlepiej jechać na Oregon Coast?

Najbardziej stabilna pogoda przypada zwykle na lato i początek jesieni, ale nawet wtedy trzeba liczyć się z mgłą, chłodem i silnym wiatrem. To właśnie zmienna pogoda tworzy jednak wyjątkowy klimat wybrzeża.

Czy Oregon Coast nadaje się na rodzinny roadtrip?

Tak — szczególnie jeśli lubicie naturę, plaże i spontaniczne postoje. Większość punktów obserwacyjnych i atrakcji znajduje się bardzo blisko parkingów lub krótkich tras spacerowych.

Czy w Pacific City warto odwiedzić Pelican Brewing?

Naszym zdaniem zdecydowanie tak — głównie dla widoku na ocean. To jedno z niewielu miejsc na trasie, które naprawdę zapamiętaliśmy również pod kątem jedzenia.

Gdzie można obserwować wieloryby na Oregon Coast?

Jednym z najbardziej znanych miejsc do whale watchingu jest Depoe Bay, nazywane nawet „stolicą obserwacji wielorybów” Oregonu. Nam niestety nie udało się ich zobaczyć, ale same widoki z klifów były świetne.